Prezydent Krakowa odwołany w referendum. Czy to przełoży się na efekt “kuli śnieżnej” dla innych miast?

fot. UM Kraków
Wczoraj zakończyło się głosowanie w referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz tamtejszej rady miasta. Było to jedno z najbardziej emocjonujących i bacznie obserwowanych wydarzeń samorządowych ostatnich miesięcy w Polsce. Zgodnie z nieoficjalnymi wciąż danymi, jego finał przyniósł połowiczny werdykt, ale najważniejszy cel został osiągnięty, ponieważ prezydent Krakowa został odwołany, natomiast Rada Miasta Krakowa pozostaje na swoim stanowisku – do jej rozwiązania zabrakło zaledwie kilku tysięcy głosów. Do momentu oficjalnego zatwierdzenia tych wyników i wyznaczenia komisarza przez premiera, bieżące zarządzanie stolicą Małopolski ma przejąć sekretarz miasta. Warto pamiętać, że w ostatnich wyborach samorządowych Aleksander Miszalski wygrał z Łukaszem Gibałą dosłownie o włos. Tak minimalna przewaga od początku zwiastowała potężną polaryzację krakowskiej sceny politycznej.
Kraków jako katalizator dla innych miast
Wydarzenia pod Wawelem już teraz zaczęły być analizowane jako możliwy punkt zwrotny dla polityki samorządowej w całej Polsce. Sukces, nawet ten połowiczny – w tak dużym ośrodku miejskim może zadziałać jak zapalnik dla podobnych ruchów w innych miastach i regionach. W sprawach referendalnych gorąco jest zwłaszcza na Śląsku i w Zagłębiu, gdzie w ostatnich miesiącach zorganizowano kilka podobnych akcji, choć z różnym skutkiem.
W Bytomiu próba odwołania prezydenta i Rady Miejskiej spaliła na panewce. Choć inicjatorzy zebrali podpisy z teoretycznie bezpiecznym zapasem, to prawie 40% z nich uznano za nieważne. Akcji nie pomógł też brak wyraźnego wsparcia ze strony lokalnej opozycji, która w 100% zdystansowała się od inicjatywy, choć pojawiają się już głosy, że temat może wrócić za kilka miesięcy. Z kolei w Chorzowie i Będzinie trwa jeszcze weryfikacja głosów poparcia. W Chorzowie dokumenty trafiły do komisarza wyborczego 5 maja, a decyzja zapadnie do 4 czerwca, natomiast komitet w Będzinie wciąż czeka na oficjalny komunikat po weryfikacji. W obu tych miastach celem inicjatywy referendalnej było tylko odwołanie prezydenta miasta.
Na giełdzie miast, w których mieszkańcy tracą cierpliwość, coraz głośniej wymienia się również Świętochłowice. W tamtejszych mediach społecznościowych wyraźnie widać,że narasta olbrzymia presja mieszkańców na zorganizowanie głosowania nad odwołaniem prezydenta Daniela Begera, a być może również skrócenia kadencji Rady Miejskiej. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że lokalne środowiska rozważają formalny start procedury jeszcze przed wakacjami, aby referendum mogło się odbyć jesienią tego roku. Na tym etapie nie zapadły jednak żadne wiążące decyzje.
Krakowskie referendum, ale również te, które rok temu udało się zorganizować w Zabrzu udowodniają, że instytucja ta przestaje być jedynie straszakiem, a staje się realnym narzędziem w rękach mieszkańców. Niezależnie od ostatecznych rozstrzygnięć, w dużych i średnich miastach widać wyraźny wzrost zaangażowania obywatelskiego. To, czy kolejne referenda zakończą się sukcesem, zależy teraz głównie od zdolności organizacyjnej lokalnych komitetów i ich umiejętności skutecznego zmobilizowania mieszkańców.










