Walentynka dla Bartyli. Czy za Referendum w Bytomiu stoi środowisko byłego prezydenta?

Jesteś dla mnnie jak referendum z 2012, ciągle miło Cię wspominam - 1
4 lutego 2026 r. w Bytomiu złożono dokumenty o rejestracji komitetu referendalnego, który chce odwołać prezydenta Mariusza Wołosza i całą Radę Miejską. Pod wnioskiem podpisało się 19 mieszkańców miasta, którzy przynajmniej oficjalnie nie są związani z lokalną polityką. Do inicjatywy nie przyznało się także żadne ugrupowanie, choć samą ideę referendum popierają niektórzy samorządowcy.
Pełnomocnikiem komitetu jest Mariusz Tazbir. W przeszłości bez powodzenia ubiegał się o mandat radnego miejskiego, startując w Miechowicach z list PiS. Obecnie odpowiada za formalną stronę referendum i koordynację zbiórki podpisów. Komitet rozpoczął już zbieranie podpisów poparcia. Aby referendum mogło się odbyć, potrzeba około 10,5 tysiąca ważnych podpisów mieszkańców. Informacje o zbiórce podpisów pojawiły się w mediach społecznościowych, między innymi na profilu „Bytom Referendum 2026”, skąd każdy zainteresowany może pobrać kartę poparcia, wydrukować ją i podpisać, a następnie dostarczyć do punktu zbiórki.
Organizatorzy próbują angażować mieszkańców, wskazując na wydarzenia z Krakowa, gdzie akcja referendalna przebiega nad wyraz sprawnie i wymagane podpisy zebrano w bardzo krótkim czasie. Na tym tle sytuacja w Bytomiu wygląda znacznie mniej dynamicznie. Na dziś wiadomo jedynie o dwóch stacjonarnych punktach zbiórki. Jednym z nich jest pub należący do byłego radnego miejskiego, a drugim jeden ze sklepów w Miechowicach. To zbyt skromna infrastruktura jak na przedsięwzięcie tej skali, nawet jeśli mówimy, że to dopiero początek.
Nowe światło na całą sprawę rzuciło pewne wydarzenie z 14 lutego. W Walentynki jeden z mieszkańców Bytomia opublikował w mediach społecznościowych grafikę w formie walentynkowej laurki, skierowanej do byłego prezydenta miasta Damiana Bartyli. Na obrazku znalazł się jego wizerunek oraz podpis: „Jesteś dla mnie jak referendum z 2012 roku. Ciągle miło Cię wspominam”.
Post od razu wzbudził spekulacje, że obecna inicjatywa referendalna może być inspirowana lub wręcz organizowana przez środowisko byłego prezydenta. Mieszkańcem, który opublikował walentynkę jest pełnomocnik poprzedniego komitetu referendalnego z 2023 roku, który wówczas organizacyjnie poległ, przez co referendum się nie odbyło. Czytamy tam:
„Wygląda na to, że niektórzy naprawdę nie potrafią się z tym rozstać.
W 2023 roku byłem pełnomocnikiem inicjatywy referendalnej. Zapewniano mnie o wsparciu, strukturach, ludziach… że ‘to się samo poniesie’. Nie poniosło. Zostałem z tym sam.
Do zebrania 24 tysiące podpisów. Logistyka. Konferencje. Presja. Odpowiedzialność.
Mimo braku doświadczenia temat stał się medialny. Tyle że medialność nie zawsze oznacza życzliwość. Pojawiły się drwiny, ataki i personalne wycieczki.
Ogień wziąłem na siebie. Koszt? Plama na wizerunku. I lekcja, że polityczne marzenia jednych często kończą się realnymi konsekwencjami dla innych.
Dziś mamy 2026 rok. Dwa stałe punkty zbiórki podpisów. Symboliczne zasięgi. Ta sama wiara, że ‘tym razem się uda’.
Według popularnego powiedzenia: ‘Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.’
W 2012 roku było społeczne wzburzenie. Dziś jest nostalgia. A nostalgia nie zbiera 24 tysięcy podpisów.
Referendum to nie wspomnienie ani sentymentalna opowieść o dawnym sukcesie. To codzienna, ciężka praca, struktura i realne zaplecze.
Ktoś wciąż buja w obłokach. Tylko że podpisy zbiera się na ziemi.
Nie chodzi o to, że obecna władza jest idealna. Nie jest.
Ale źle przygotowane referendum nie osłabi rządzących. Ono ich wzmocni. Bo nic tak nie pomaga ekipie rządzącej jak nieudolna próba jej odwołania.”
Autor wskazuje, że referendum wymaga nie tylko poparcia mieszkańców, ale także bardzo dobrej organizacji i zaplecza logistycznego. Jego słowa rzucają więc cień wątpliwości na obecną inicjatywę. Czy tegoroczna akcja zakończy się tym samym scenariuszem, co ta sprzed 3 lat?
fot. Artur Kamiński (Fb)










