loader image

REKLAMA

Reklama

Narracja pod kontrolą? „Cała prawda” o bytomskim schronisku oczami urzędu i władzy

0
443

O Bytomiu wciąż jest głośno, choć tym razem nie za sprawą interwencji mieszkańców, celebrytów czy nagrań z boksów dla zwierzaków. Wydarzenia ze stycznia 2026 roku, które rozegrały się w miechowickim schronisku, stały się tematem numer jeden w wielu lokalnych a nawet ogólnopolskich mediach. Reportaże interwencyjne, programy na żywo, miliony wyświetleń i potężna fala komentarzy zmusiły władze do gwałtownych ruchów. Jednak teraz, gdy kurz bitewny nieco opadł, Miasto Bytom postanowiło uruchomić własną … machinę komunikacyjną. Specjalna strona internetowa ma teoretycznie „wyjaśniać”, ale w praktyce zdaje się budować alternatywną rzeczywistość, w której urzędnicy wyrastają na jedynych sprawiedliwych, a społeczny opór zostaje zredukowany do dezinformacyjnego szumu.

REKLAMA

Reklama

Urzędowy heroizm zamiast rachunku sumienia?

Portal calaprawdaoschronisku.pl to sprytny PR-owy majstersztyk. Przeglądając jego zawartość, czytelnik może odnieść wrażenie, że kryzys w schronisku został rozwiązany dzięki sprawnej i błyskawicznej reakcji magistratu. Akcent położony na dymisje, kontrole i nowe procedury tworzy obraz władzy zdecydowanej i transparentnej. To klasyczny zabieg „ucieczki do przodu” – miasto kreuje się na głównego bohatera akcji ratunkowej, spychając na dalszy plan fakt, że do tych zmian doszło dopiero pod ścianą, po miesiącach (jeśli nie latach) ignorowania sygnałów od wolontariuszy i radnych.

Strategia „odcięcia” i piętnowanie dezinformacji

Kluczowym elementem nowej narracji Bytomia jest mocne uderzenie w bęben dezinformacji. Władze miasta, odcinając się od materiałów publikowanych w szczycie afery, sugerują, że opinia publiczna padła ofiarą manipulacji. Wskazywanie na „nieprawdziwe zdjęcia” czy „stare nagrania” służy niewątpliwie podważeniu wiarygodności całego ruchu społecznego. To niebezpieczny retorycznie zabieg. Przez pryzmat kilku ewentualnych nieścisłości, które naturalnie pojawiają się przy tak ogromnej skali emocji w sieci, urząd próbuje zdezawuować autentyczny ból i gniew tysięcy ludzi. W tej narracji to nie zwierzęta stały się ofiarami zaniedbań, lecz urząd stał się ofiarą „niesprawiedliwego hejtu”.

Marginalizacja głosu ulicy

Gdzie w „całej prawdzie” według magistratu są bytomscy radni, którzy pierwsi weszli z kamerami do placówki? Gdzie celebryci, których zasięgi przebiły mur milczenia? Gdzie wreszcie mieszkańcy, którzy dniami i nocami monitorowali los psów i kotów? Na nowej stronie są oni zaledwie tłem, elementem „kontekstu politycznego” lub – co gorsza – nieświadomymi narzędziami w rękach dezinformatorów. Umniejszanie roli zaangażowania społecznego jest tu uderzające. Portal niemal całkowicie pomija fakt, że to presja celebrytów i zwykłych ludzi stała się realnym katalizatorem zmian. Bez tego „szumu”, o którym dziś miasto pisze z taką niechęcią, prawdopodobnie w schronisku wciąż panowałoby status quo, a  zarządcy nadal piastowaliby swoje funkcje.

Cyfrowe wygładzanie historii

Uruchomienie strony calaprawdaoschronisku.pl pokazuje, że władze Bytomia zrozumiały, że kto ma wpływ na przekaz publiczny, ten kontroluje historię. Wiadomo, że siła przekazu oficjalnych miejskich kanałów komunikacji jest największa w mieście. To próba napisania kroniki wydarzeń na nowo – w wersji sterylnej, sformalizowanej i pozbawionej emocji, które towarzyszyły interwencjom. Zamiast dialogu z krytykami, dostajemy jednostronny manifest, który ma chyba uspokoić sumienie miasta i odsunąć odpowiedzialność za to, co doprowadziło do styczniowego wybuchu. Czy ten cyfrowy makijaż wystarczy, by przykryć obrazy, które Polska zapamiętała z materiałów i relacji na żywo? Wiele zależy od tego, czy mieszkańcy uwierzą w „prawdę” podaną na urzędowym portalu, czy pozostaną przy tej, którą widzieli na własne oczy za schroniskowym płotem, lub za pomocą niezależnych źródeł.

grafika: SI