Bytomski “Beethoven”: Heinrich Schulz-Beuthen. Dlaczego świat o nim zapomniał, a my powinniśmy pamiętać??

Heinrich Schulz-Beuthen – jeden z najwybitniejszych kompozytorów romantyzmu, który z dumą dopisał „Beuthen” (Bytom) do swojego nazwiska wciąż czeka na swój wielki powrót do masowej świadomości. Z okazji rocznicy jego śmierci, czas odkurzyć tę niezwykłą postać i przypomnieć, dlaczego Bytom ma pełne prawo nazywać go swoim „Beethovenem”.
Chłopak z Bytomia, który rzucił wyzwanie tradycji
Heinrich urodził się w 1838 roku w Bytomiu, w rodzinie, która z muzyką miała niewiele wspólnego (ojciec był urzędnikiem skarbowym). Mimo to młody Schulz od początku wiedział, że jego miejsce jest przy fortepianie i pulpicie dyrygenckim. Choć studia chemiczne we Wrocławiu miały być bezpieczną przystanią, pasja do dźwięków wygrała. To, co wyróżniało go na tle innych twórców tamtej epoki, to odwaga. Nie chciał pisać grzecznych, salonowych utworków. Interesował go rozmach, dramat i potężne brzmienie orkiestry symfonicznej.
Dlaczego dopisał sobie „Beuthen”?
W tamtych czasach nazwisko „Schulz” było w Niemczech tak popularne, jak dzisiaj „Kowalski” w Polsce, jest tak zresztą do dziś. Aby odróżnić się od innych twórców, Heinrich postanowił zamanifestować swoje pochodzenie. Dodając człon „Beuthen”, stał się ambasadorem naszego miasta w Dreźnie, Zurychu czy Wiedniu. To był jasny sygnał: „Jestem stąd i jestem z tego dumny”, mimo, że opuścił Bytom w wieku zaledwie 10 lat. Historia Schulza-Beuthena to niestety także opowieść o wielkim pechu. Choć za życia cenili go tacy giganci jak Franz Liszt, los nie był dla niego łaskawy. Wiele z jego najważniejszych partytur spłonęło podczas bombardowania Drezna w 1945 roku. To, co przetrwało, przez lata leżało w archiwach, czekając na ponowne odkrycie. Jego muzyka jest gęsta, mroczna i niesamowicie nowoczesna jak na tamte czasy. Symfonia „Reforms-Sinfonie” czy poematy symfoniczne to dzieła, które nawet dzisiaj potrafią wywołać ciarki na plecach. Zmarł w Dreźnie 12 marca 1915 roku.
Bytom pamięta o kompozytorze głównie dzięki dawnej nazwie jednej z ulic (obecnie Kasperka), ale najpiękniejszym hołdem dla artysty jest zawsze jego muzyka. Następnym razem, gdy będziecie spacerować ulicami naszego miasta, odpalcie w słuchawkach jego V Symfonię albo jeden z poematów. Poczujcie tę energię, która biła z serca bytomianina, który podbijał europejskie salony. Bo Heinrich Schulz-Beuthen nie był tylko „jakimś tam kompozytorem”. Był wizjonerem, który nie bał się marzyć o wielkości, wychodząc z małego (wtedy) górniczego miasta. I to jest lekcja, o której warto pamiętać nie tylko od święta.
5 lat temu Muzeum Górnośląskie w Bytomiu przygotowało o kompozytorze specjalny film.










