loader image

REKLAMA

Reklama

Czy bytomskie schronisko czeka kolejny kryzys? Coraz więcej niepokojących wiadomości

0
15

Na przełomie 2025 i 2026 roku schronisko dla bezdomnych zwierząt w bytomskich Miechowicach stało się areną jednej z najgłośniejszych afer w Polsce. Fatalne warunki bytowe czworonogów, zaniedbania proceduralne i organizacyjny chaos doprowadziły do fali społecznych protestów, w efekcie których pracę straciło ówczesne kierownictwo placówki. W dramatyczną walkę o ratowanie schroniska włączyli się ogólnokrajowi celebryci – w tym piosenkarka Doda – oraz powszechnie szanowany, nieżyjący już społecznik i polityk Łukasz Litewka, którego zaangażowanie nadało sprawie ogromny impuls medialny.

REKLAMA

Reklama

Od samego początku w proces uzdrawiania sytuacji i doprowadzenia schroniska do nowego otwarcia włączyli się lokalni samorządowcy: radny Maciej Bartków oraz Beata Adamczyk-Nowak. Po tygodniach kryzysu, kiedy miasto oficjalnie przejęło pełną kontrolę nad placówką, wydawało się, że Bytom zapewnił nową, transparentną jakość zarządzania, a bezpieczeństwo zwierząt zostało trwale zabezpieczone. Niestety, dotychczasowy optymizm zderza się z rzeczywistością ostatnich tygodni. Do opinii publicznej docierają kolejne, niezwykle niepokojące informacje, które każą zadać pytanie: czy bytomskie schronisko stoi w obliczu kolejnego, systemowego kryzysu?

Wojewoda unieważnia uchwałę – fundament prawny ochrony zwierząt w Bytomiu

Pierwszą ze złych dla miasta informacji okazała się decyzja Wojewody Śląskiego. Organ nadzorczy w drodze rozstrzygnięcia nadzorczego stwierdził nieważność aktu w całości. Chodzi o uchwałę w sprawie wprowadzenia „Programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt na terenie Gminy Bytom w 2026 roku”. O sprawie jako jeden z pierwszych poinformował radny Maciej Bartków:

„Niepokojąca sytuacja w Bytomiu. Wojewoda Śląski właśnie stwierdził nieważność przyjętego przez Radę Miejską „Programu Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi…”. Stwierdzenie nieważności uchwały wstrzymuje jej wykonanie z mocy prawa. Posiadanie zaś takiego Programu przez każdą gminę jest jej ustawowym obowiązkiem. Z uwagi na braki w Programie, złożenie go po terminie oraz w związku z negatywnymi opiniami na jego temat złożonymi przez organizacje prozwierzęce, ja tego programu w głosowaniu na forum Rady Miejskiej nie poparłem. Większość jednak była »za«.”

Stwierdzenie nieważności uchwały ex tunc (od momentu jej podjęcia) oznacza, że Bytom de facto pozostał bez wymaganego prawem, fundamentalnego programu określającego zasady walki z bezdomnością. Wojewoda Śląski w uzasadnieniu decyzji, podpisanym z upoważnienia przez Elżbietę Żabicką-Łakomy (Dyrektor Wydziału Nadzoru Prawnego), wskazał na istotne naruszenia prawa:

1. Brak określenia podmiotów odpowiedzialnych za sterylizację i kastrację: Rada Miejska w § 2 Programu wskazała jedynie, że ograniczenie populacji nastąpi poprzez zabiegi w schronisku. Nie określono jednak precyzyjnie, KTO konkretnie ma te zabiegi przeprowadzać, co stanowi niedopuszczalne niewypełnienie delegacji ustawowej z art. 11a ust. 2 pkt 4 ustawy o ochronie zwierząt.
2. Chaos wokół uśpienia ślepych miotów: W § 9 Programu ograniczono możliwość humanitarnego usypiania ślepych miotów wyłącznie do sytuacji, gdy właściciele zwierząt zamieszkują na terenie Gminy Bytom lub gdy zwierzęta przebywają w schronisku. Wojewoda wykazał, że całkowicie pominięto określenie zasad i trybu postępowania dla pozostałych mieszkańców gminy w tym zakresie.

Zarzuty o chaos organizacyjny i brak rzetelnego zwierzostanu?

Sytuację prawną ostro skomentował również popularny lokalny portal społecznościowy „Bezpieczny Bytom”. Wskazuje on, że unieważnienie uchwały to nie jest zwykłe potknięcie urzędnicze, ale dowód na brak należytej staranności w sprawach o najwyższym ciężarze gatunkowym. Co gorsza, redakcja portalu opisuje kulisy funkcjonowania samej placówki pod nowym, miejskim zarządem:

„To nie jest zwykła urzędnicza pomyłka. To kolejny przykład, jak ważne dla mieszkańców sprawy są przygotowywane bez należytej staranności. Gdy miasto nie potrafi prawidłowo uchwalić programu ochrony zwierząt, trudno oczekiwać skutecznej walki z bezdomnością zwierząt i rzetelnego nadzoru nad funkcjonowaniem schroniska! Najbardziej poszkodowane są zwierzęta. (…) W Bytomskim Schronisku, mimo przejęcia placówki przez miasto, dalej dzieje się źle. Wiemy, że obecne kierownictwo nie potrafi się doliczyć faktycznego zwierzostanu z posiadanymi dokumentami. Dochodzą do nas także sygnały o niekompetencji osób zarządzających jednostką. Ciekawie robi się także w odniesieniu do przeprowadzonych konkursów na stanowiska zarządcze. O tym wszystkim będziemy pisać.”

Jeśli zarzuty dotyczące niemożliwości uzgodnienia realnej liczby przebywających w schronisku zwierząt z oficjalną dokumentacją papierową się potwierdzą, możemy mieć do czynienia z powtórką czarnych scenariuszy. Brak kontroli nad ewidencją zwierząt to bezpośrednia droga do organizacyjnych zaniedbań.

Batalia o psa Dunaja – humanitaryzm czy urzędnicza złośliwość?

Kolejnym przykładem kryzysu decyzyjnego w schronisku stała się w ostatnich dniach sprawa chorego psa Dunaja. Zwierzę wymagające specjalistycznej opieki stało się zakładnikiem bezdusznej procedury. W sprawę ponownie musiał osobiście ingerować radny Maciej Bartków, przeprowadzając kontrolę w placówce.

Z ustaleń radnego wynika, że schronisko nie skonsultowało psa ortopedycznie u żadnego specjalisty, a w jego dokumentacji weterynaryjnej figurował zapis z 26 maja, sugerujący, że „w przypadku braku poprawy i braku możliwości znalezienia Domu Tymczasowego i fizjoterapii należy rozważyć eutanazję”. Gdy jednak znalazł się człowiek o wielkim sercu, gotowy adoptować Dunaja i sfinansować jego leczenie, w dokumentacji nagle pojawiła się adnotacja z datą 8 czerwca o „preferowanym domu bez schodów”. Co bulwersujące, schronisko zamiast współpracować z darczyńcą, oskarżyło go o… przywłaszczenie psa i wezwało Policję.

„Schronisko powiadomiło Policję o przywłaszczeniu Dunaja, żądając ścigania i zgłaszając, iż mamy do czynienia z przestępstwem, ponieważ pies wart jest 900 zł. Na jakiej podstawie to wyliczono – nie wiadomo. 900 zł podano dlatego, bowiem kwota niższa stanowiłaby zaledwie wykroczenie. W mojej opinii jest to czysta złośliwość” – komentuje Maciej Bartków. „Pies na zlecenie osoby, która chce go adoptować, znajduje się w jednej z profesjonalnych klinik weterynaryjnych pod opieką uznanego specjalisty-ortopedy. Za jego leczenie zostało już zapłacone 1500 złotych. Pies – co widać – pokochał tę osobę”.

Po pilnych rozmowach radnego Bartkowa z Prezydentem Bytomia, włodarz miasta zadeklarował, że służby miejskie nie będą podejmować prób siłowego odebrania psa z zewnętrznej kliniki i przewożenia go z powrotem do schroniska. Choć ta konkretna sprawa dzięki przytomności radnego i determinacji adoptującego zmierza do szczęśliwego finału, sam fakt uruchamiania aparatu ścigania przeciwko osobie ratującej zwierzę rzuca ponury cień na empatię obecnego kierownictwa.

Adopcyjna niewidzialność strony internetowej

Ostatnim, ale niezwykle uciążliwym elementem tej układanki jest paraliż informacyjny placówki. Od dłuższego czasu oficjalna strona internetowa schroniska (schronisko.bytom.pl) pozostawała całkowicie nieaktywna. Dla zwierząt szukających nowego domu witryna internetowa to okno na świat. To tam powinny znajdować się zdjęcia, opisy charakteru oraz przejrzyste procedury adopcyjne. W tej sprawie pojawiały się już urzędowe tłumaczenia, że nowa strona „cały czas się tworzy”, a procedury informatyczne ulegały przedłużeniu. Finalnie, wreszcie uruchomiono ją 12 czerwca, jednak warto zapewnić trwałość tego kanału komunikacyjnego na przyszłość, aby podobne sytuacje już się nie powtarzały.