Absurd przy ulicy Łużyckiej. Nowe nasadzenia zniszczone za urzędowym przyzwoleniem, a truskawki ważniejsze od mieszkańców?

Dopiero co posadzone kwiaty i krzewy leżą połamane i zdeptane, ogrodzenie jest zdewastowane, a wokół szerzy się bałagan. Powód? Sezonowy handel truskawkami. Mieszkańcy ulicy Łużyckiej w Bytomiu są zbulwersowani i pytają wprost: czy tak ma wyglądać zapowiadana przez miasto dbałość o zieleń? Oliwy do ognia dolewa fakt, że Miejski Zarząd Dróg i Mostów (MZDiM) miał wydać na to oficjalną zgodę, choć wcześniej odmawiał dzierżawy tego terenu samym lokatorom – właśnie ze względu na ochronę przyrody.
Posesja przy ulicy Łużyckiej 1 miała cieszyć oko nową, świeżą zielenią miejską. Niestety, estetyczny efekt trwał niezwykle krótko. Dziś to miejsce przypomina pobojowisko. Świeże nasadzenia zostały brutalnie zdeptane, gałęzie krzewów są połamane, a słupki ogrodzeniowe powyrywane i poprzewracane. Liny, które miały chronić zieleń, od tygodnia leżą bezwładnie na ziemi.
Sztuczna trawa na żywych kwiatach
Najbardziej uderzający jest jednak widok, który lokatorzy nazywają szczytem absurdu: na nowo posadzonych, żywych kwiatach rozłożono… sztuczną trawę oraz maty, na których ustawiono stoisko handlowe. Rośliny pod nimi zostały całkowicie zmiażdżone.
– To jest zwykła hipokryzja – komentują rozgoryczeni mieszkańcy. – Z jednej strony miasto i zarząd dróg głośno mówią o inwestowaniu w estetykę i ochronę natury, a z drugiej sami przykładają rękę do jej niszczenia, wydając zgody na handel w takim miejscu. Jakby tego było mało, wokół stoiska regularnie pozostawiany jest potężny nieporządek. Rozrzucone chusteczki, niedopałki papierosów, śmieci i połamane elementy skrzynek sprawiają, że odnowiony plac zaczyna przypominać dzikie wysypisko. Mieszkańcy zwracali uwagę osobie obsługującej stoisko, jednak spotkali się jedynie z chamskimi i aroganckimi odpowiedziami.
Podwójne standardy MZDiM?
W całej sprawie bulwersuje coś jeszcze – kulisy wydania zgody na handel. Jak ustalono, grupa mieszkańców, chcąc ratować ten skrawek ziemi przed powracającym od lat dzikim handlem, składała wcześniej oficjalny wniosek o dzierżawę tego terenu. Odpowiedź urzędników była wtedy odmowna, a argumentacja jasna: to teren zielony, który nie podlega dzierżawie ze względu na wysokie ryzyko zniszczenia roślinności. Jak to więc możliwe, że prywatny przedsiębiorca taką zgodę bez problemu otrzymał? Zbulwersowani bytomianie dowiedzieli się nieoficjalnie, że MZDiM w tym konkretnym przypadku dopuścił ryzyko dewastacji, zabezpieczając się zapisem, że handlujący ma „naprawić” ewentualne szkody na własny koszt.
– Co dokładnie da się tutaj naprawić? – pytają retorycznie mieszkańcy tej części Bytomoia. – Połamane krzewy? Rozjechane korzenie? Zieleń nie odrośnie z dnia na dzień, o ile w ogóle przetrwa tę „akcję”. Poza tym stoisko działa, zniszczenia są ogromne, a od tygodnia nikt palcem nie ruszył, żeby cokolwiek naprawić.
Pytań jest więcej
Mieszkańcy zwracają również uwagę na aspekt sanitarny całego przedsięwzięcia. Sprzedaż świeżych owoców odbywa się w miejscu pozbawionym stałego dostępu do bieżącej wody, w pyle, smogu i przy wszechobecnym dymie tytoniowym. Pojawiają się poważne wątpliwości, czy punkt ten spełnia jakiekolwiek normy sanepidu. Sytuacja przy ulicy Łużyckiej wywołała w mediach społecznościowych lawinę komentarzy pod hasłami m.in. #StopNiszczeniuZieleni i #BytomAlarm. Mieszkańcy zapowiadają, że sprawy nie odpuszczą. Domagają się od władz Bytomia natychmiastowej reakcji, wyciągnięcia konsekwencji oraz całkowitego uregulowania kwestii dzierżawy miejskich gruntów.
„Wspólna przestrzeń i miejska zieleń powinny być chronione, a nie regularnie niszczone za urzędowym przyzwoleniem” – czytamy w apelu mieszkańców. Do tematu będziemy wracać.












