Inicjatywa referendalna nabiera tempa. Mimo spokojnej kampanii zebrano już 3/4 podpisów

Fot. Referendum Bytom 2026 (Facebook)
Postępy w organizacji referendum w Bytomiu mogą dla wielu obserwatorów być pewnym zaskoczeniem. Nie dlatego, że inicjatywa jest szczególnie głośna – wręcz przeciwnie. Mimo dość skromnej komunikacji i niewielkiego szumu wokół całej sprawy liczby pokazują, że zbiórka podpisów idzie całkiem sprawnie.
Z danych publikowanych przez profil Referendum Bytom wynika, że na 7 marca zebrano już 7911 podpisów poparcia dla przeprowadzenia referendum. Wymagana liczba to 10 663 podpisy. Oznacza to, że organizatorzy tego dnia osiągnęli już około 74,2 procent potrzebnego minimum. Biorąc pod uwagę stosunkowo cichą obecność inicjatywy w przestrzeni publicznej, jest to wynik, który może budzić pewne zdziwienie.
Sama zbiórka odbywa się praktycznie w całym mieście. Wolontariuszy można spotkać w różnych dzielnicach Bytomia – przed sklepami, na osiedlach, przy targowiskach. Atmosfera całej akcji jest dość specyficzna. Nie ma wielkich kampanii w mediach społecznościowych ani intensywnej promocji wydarzeń związanych z referendum. Zamiast tego widać raczej spokojną, systematyczną pracę w terenie.
Można powiedzieć, że podpisy zbierane są trochę metodą „mrówczą”. Kto chce się podpisać, podchodzi i to robi, kto nie jest zainteresowany – po prostu idzie dalej. Komunikacja ze strony komitetu referendalnego pozostaje raczej szczątkowa, ale w praktyce nie przeszkadza to w prowadzeniu zbiórki. Referendyści pojawiają się też tam, gdzie można spotkać większą liczbę mieszkańców. Podpisy zbierano m.in. wśród kibiców przed niedzielnym meczem Polonii Bytom z Ruchem Chorzów.
Jeśli patrzeć na tempo zbiórki, wszystko wskazuje na to, że wymagany próg zostanie osiągnięty. Do końca zbierania podpisów pozostały jeszcze prawie cztery tygodnie, a już teraz zebrano niemal trzy czwarte potrzebnej liczby. W praktyce w takich inicjatywach organizatorzy zwykle starają się zebrać znacznie więcej podpisów niż wynosi wymagane minimum. Często jest to nawet o 30–40 procent więcej.
Powód jest prosty. Podczas weryfikacji część podpisów zostaje wykreślona z powodów formalnych. Zdarzają się błędy w danych, brak numeru PESEL, podpisy osób spoza Bytomia albo takich, które nie figurują w spisie wyborców. Czasami pojawiają się też podpisy osób, które już nie żyją. Nadwyżka podpisów jest więc w takich przypadkach elementem zwykłej kalkulacji.
Na razie władze Bytomia wydają się podchodzić do całej sprawy bardzo spokojnie. W przestrzeni publicznej trudno znaleźć oficjalne komentarze dotyczące samej zbiórki podpisów czy inicjatywy referendalnej. Można odnieść wrażenie, że magistrat przyjął strategię obserwowania sytuacji i nie zamierza reagować na etapie samej zbiórki.
W rzeczywistości prawdziwa polityczna rozgrywka zacznie się dopiero wtedy, gdy podpisy zostaną złożone, a ich liczba zostanie zweryfikowana przez komisarza wyborczego. Jeśli okaże się, że podpisów jest wystarczająco dużo, zostanie wyznaczony termin referendum i wtedy zacznie się zupełnie inny etap całej historii.
Kluczowa stanie się frekwencja. Referendum w sprawie odwołania władz miasta jest ważne tylko wtedy, gdy udział w nim weźmie co najmniej trzy piąte liczby wyborców, którzy uczestniczyli w wyborze prezydenta miasta. W praktyce oznacza to konieczność zmobilizowania bardzo dużej liczby mieszkańców. Jeśli w ostatnich wyborach prezydenckich w Bytomiu głosowało na prezydenta 35 tysięcy osób, próg ważności referendum wynosiłby mniej więcej 21 tys. uczestników.
Dlatego w wielu miastach, które przechodziły już podobne referenda, pojawia się podobny scenariusz. Jedną z najczęściej stosowanych strategii jest zniechęcanie mieszkańców do udziału w głosowaniu, ponieważ niska frekwencja automatycznie powoduje nieważność referendum. Z drugiej strony można się też spodziewać zwiększonej aktywności władz miasta w terenie. W takich sytuacjach pojawiają się spotkania z mieszkańcami, prezentacje inwestycji i podkreślanie osiągnięć samorządu, a także przekonywanie mieszkańców, aby w referendum nie uczestniczyli, a jeśli już pójdą do urn, zagłosowali przeciw.
Na razie jednak cała historia jest dopiero w pierwszym akcie. Kto chce, może już zamawiać popcorn.










