loader image

REKLAMA

Reklama

Referendum w Bytomiu: dużo szumu, a mało konkretów. Czy to ma szanse się udać?

0
1009

5 lutego 2026 roku pojawiły się oficjalne informacje o zarejestrowaniu komitetu referendalnego w Bytomiu. Te nieoficjalne, które akcję zapowiadały, pojawiały się jeszcze wcześniej. I choć sama zapowiedź referendum wywołała spore zainteresowanie i falę komentarzy w mediach społecznościowych, to poza samym faktem powstania komitetu mieszkańcy jak na razie niewiele dowiedzieli się o szczegółach inicjatywy. Trudno nie odnieść wrażenia, że jak na tak poważne narzędzie demokracji bezpośredniej, komunikacja wokół sprawy jest delikatnie mówiąc – słaba.

REKLAMA

Reklama

Przypomnijmy, że do komisarza wyborczego trafiły dokumenty dotyczące zamiaru przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta Bytomia oraz całej Rady Miejskiej. Informację jako pierwszy podał facebookowy profil Bezpieczny Bytom, który od początku stał się głównym źródłem wiadomości na temat inicjatywy. Wiemy, że przed komitetem stoją bardzo konkretne wyzwania. Aby referendum w ogóle mogło się odbyć, konieczne jest zebranie podpisów co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców Bytomia – czyli około 10,5 tys. osób.

Na razie władze miasta niespecjalnie odnoszą się do tego tematu. Zarówno prezydent Mariusz Wołosz, jak i wiceprezydent Bieda wypowiedzieli się w podobnym tonie, który co prawda szanuje demokratyczne prawa mieszkańców, ale samego referendum raczej się nie obawiają. Żaden komunikat w sprawie nie pojawił się w oficjalnych, miejskich kanałach komunikacji. Co ciekawe, nie ma również większych reakcji po stronie lokalnych środowisk politycznych i społecznych. Przez kilka dni inicjatywy nie poparł żaden z liderów politycznych w mieście ani żadna rozpoznawalna organizacja. Jedynym wyjątkiem był wpis na profilu Patrioci Bytom, w którym Jakub Kot stwierdził wprost, że środowisko to nie mówi referendum ani „tak”, ani „nie”. Podkreślił, że oczekuje przedstawienia konkretów oraz osób odpowiedzialnych za organizację przedsięwzięcia, zaznaczając jednocześnie sceptyczny stosunek do obecnych władz miasta, ale także brak zgody na „wchodzenie w ciemno” w cały proces. Natomiast Bytomska Siła Miasta opublikowała na swoim facebook’u grafikę, która jednoznacznie potwierdza, że ta formacja w referendum się nie zaangażuje. Natomiast bytomski PiS o poparciu każdej idei referendalnej co do zasady (chodzi o udział i głosowanie tak lub nie), a nie tylko konkretnie tej najnowszej wypowiedział się ustami radnego Macieja Bartkowa w jednym z nagrań dla TVP Katowice.

Profil Bezpieczny Bytom poinformował, że komitet referendalny oczekuje na pisemne potwierdzenie od prezydenta miasta o otrzymaniu powiadomienia o zamiarze przeprowadzenia referendum, a także informował o rozpoczęciu „ataku na inicjatywę referendalną”, wskazując na pojawianie się fałszywych kont w mediach społecznościowych oraz publikacje w „zaprzyjaźnionych” mediach, które mają przedstawiać obecne władze miasta w korzystnym świetle.

Dziś wiadomo już, że “twarzą” i zarazem pełnomocnikiem komitetu referendalnego jest Mariusz Tazbir – osoba dotąd mało znana w skali całego miasta. W wyborach samorządowych w 2024 roku kandydował do Rady Miejskiej z list Prawa i Sprawiedliwości w okręgu nr 1. Uzyskał 282 głosy i nie zdobył mandatu. Jak udało nam się dowiedzieć, za inicjatywą referendalną nie stoi bytomski PiS.

W mediach społecznościowych powstał oficjalny profil referendalny. Jak dotąd opublikowano tam tylko jeden, bardzo obszerny wpis. Jego treść można streścić w taki sposób, że inicjatorzy przedstawiają referendum jako konstytucyjne prawo obywateli i jedyne realne narzędzie zmiany w sytuacji, gdy władza, ich zdaniem działa nieudolnie i prowadzi miasto do degradacji. Wskazują na aferę schroniskową jako symbol szerszego problemu złego zarządzania, braku inwestycji, odpływu miejsc pracy, wysokich podatków, utrudnień dla przedsiębiorców i chaosu urbanistycznego. W długim wywodzie pojawiają się zarzuty dotyczące rewitalizacji „na pokaz”, fatalnego stanu dzielnic peryferyjnych, zaniedbanej infrastruktury, brudu, dziur w drogach, afer śmieciowych oraz marginalizacji Bytomia w Metropolii GZM. Całość utrzymana jest w emocjonalnym tonie, opartym na poczuciu krzywdy i straconego potencjału miasta. Konkluzja jest jednoznaczna: jedynym wyjściem ma być zmiana władzy poprzez referendum obejmujące zarówno prezydenta, jak i Radę Miejską. Brakuje natomiast konkretnego planu, harmonogramu działań czy jasnej informacji, jak komitet zamierza przekonać do siebie wymagane dziesiątki tysięcy mieszkańców.

Na dziś mamy więc sporo emocji, ostre tezy i wyraźną krytykę obecnych władz, ale niewiele twardych informacji. Inicjatywa, która z definicji mogłaby mobilizować i jednoczyć, jak na razie nie wywołuje euforii ani masowego entuzjazmu. Nie widać też szerokiego poparcia środowisk opiniotwórczych czy społecznych. Czy to cisza przed burzą, czy raczej zapowiedź działań, które nie przebiją się poza media społecznościowe – pokażą najbliższe tygodnie.

Fot. Bytom.pl