loader image

REKLAMA

Reklama

Inicjatywa referendalna w Bytomiu staje się faktem! Komitet chce odwołania prezydenta i Rady Miejskiej

0
1953

W Bytomiu lokalna polityka wchodzi w fazę gorącego sporu. To, o czym od kilku dni pisano w mediach społecznościowych, znalazło swój oficjalny finał w urzędach. Dokumenty o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta Mariusza Wołosza oraz Rady Miejskiej zostały złożone u Komisarza Wyborczego w Katowicach oraz w bytomskim magistracie. O sprawie poinformował facebookowy profil Bezpieczny Bytom.

REKLAMA

Reklama

Inicjatywa ta była przedstawiana jako reakcja na narastające napięcie wokół spraw miejskich, w tym głośnej w ostatnich tygodniach afery schroniskowej. To, co wyróżnia obecną sytuację, to podkreślany przez inicjatorów brak powiązań z konkretnymi partiami politycznymi. Komitet referendalny tworzy grupa dziewiętnastu osób deklarujących status bezpartyjnych mieszkańców. Na ten moment pod inicjatywą nie podpisał się żaden z politycznych liderów, co nadaje sprawie charakteru czysto obywatelskiego sprawdzianu. Czy zamiast politycznej walki na szczycie, mamy do czynienia z próbą weryfikacji nastrojów bytomian przez samych mieszkańców?

Warto również zauważyć, że wniosek o odwołanie obejmuje nie tylko prezydenta, ale również Radę Miejską. Gdyby procedura zakończyła się sukcesem, oznaczałoby to całkowitą wymianę samorządu i konieczność rozpisania nowych wyborów do obu organów. Dla mieszkańców to sygnał, że inicjatywa nie celuje w pojedyncze nazwisko, lecz daje perspektywę na pełne nowe otwarcie w lokalnej polityce i całkowitą zmianę układu sił w mieście.

Przed inicjatorami stoi teraz konkretne zadanie logistyczne i matematyczne. Aby procedura ruszyła dalej, muszą w krótkim czasie zebrać podpisy co najmniej dziesięciu procent uprawnionych do głosowania mieszkańców, co w przypadku Bytomia oznacza około dziesięć i pół tysiąca osób. To pierwszy realny test poparcia dla ich postulatów. Jednak prawdziwym wyzwaniem będzie samo głosowanie, o ile uda się zebrać wystarczającą liczbę podpisów. Referendum odwoławcze rządzi się twardymi prawami frekwencyjnymi. Aby było ważne, do urn musi pójść co najmniej trzy piąte liczby osób, które brały udział w wyborach prezydenckich w kwietniu 2024 roku. Przy ówczesnej frekwencji wynoszącej 40,36 procent, oznacza to konieczność zmobilizowania ponad 25,5 tysiąca bytomian. Dopiero przy spełnieniu tego warunku głos większości za będzie miał moc sprawczą.

Choć poprzeczka zawieszona jest wysoko, historia Bytomia pokazuje, że scenariusz ten jest możliwy do zrealizowania. W 2012 roku mieszkańcy skutecznie odwołali ówczesnego prezydenta, Piotra Koja. Z kolei w 2017 roku, podczas próby odwołania Damiana Bartyli, zebrano wymaganą liczbę podpisów, jednak zabrakło frekwencji przy urnach – wówczas głosy oddało nieco ponad 19 tysięcy osób przy progu wynoszącym 26 tysięcy. Najbliższe tygodnie w Bytomiu upłyną zatem pod znakiem intensywnej debaty o przyszłości miasta i sprawności organizacyjnej komitetu. Niezależnie od finału zbiórki podpisów, będzie to z pewnością najistotniejsze wydarzenie polityczne nadchodzącego czasu w całym regionie.

fot. Bytom.pl (H. Klimek)

 

jj